Nie wiem czy jestem gotowy, by zdobywać wszechświat.

Ludzie, którzy wątpili, atakowali, krytykowali. 

Zaczynamy.

W tle lekko sączy się blues, światło rzuca cień na moje palce stukające w klawiaturę. W mojej głowie wolno przesuwają się obrazy dni które co dopiero stały się przeszłością i obrazy dni, które dopiero nadejdą. Właśnie przypominam sobie sen jaki miałem tej nocy. Śniło mi się, że koleżanka odwołała jutrzejszą imprezę z okazji wolnego dnia w szkole. Jakiś czas później przekonałem się, że był to proroczy sen, bo impreza u niej niestety napotkała przeszkody. Nic straconego. Impreza będzie, co prawda tylko ja i SS bo inni wola  tym czasie spać albo są chorzy. Koło południa dołączy do nas gość specjalny, więc szykuje się przyjemny dzień.

Dzisiaj rano, kiedy obudziłem się o 8 i choć mogłem spać dalej czułem się wyspany, miałem fajne przemyślenia. Wczoraj wieczorem oglądałem z mamą po raz drugi Poradnik pozytywnego myślenia. Jeszcze bardziej mi się podoba. Prawdopodobne dlatego, że zdałem sobie sprawę jak bardzo jestem podobny do głównego bohatera, Patta. Może tutaj jego szalona strona była troszkę bardziej wyeksponowana niż moja, ale to co pokazywała historia tego filmu mógłbym z łatwością włożyć do mojego życia. Kto jeszcze nie oglądał, ten powinien nadrobić nie tylko dlatego żeby wiedzieć o czym mówię, ale dlatego że po prostu warto. Moją Tiffany jest E. która w podobny sposób zmieniła to co się ze mną działo. Dopiero teraz tak bardzo zdałem sobie z tego sprawę. Czuję się taki… jakby wolny! Nic mnie w środku nie przytłacza, nie zgniata i ściska wysysając całą radość. Zostałem uwolniony, jednocześnie nie będąc złapany w inne sidła. Wielkie uczucie. Nie czuję się do niczego zobowiązany, nie wyrzuciłem tego z siebie całkiem, bo to lubię jednak to już mną nie włada w taki sposób. Lubię siebie jako takiego romantyka. Czuję się dobrze. Po przeczytaniu Tristiana i Izoldy stwierdziłem, jak można zmarnować życie pragnąc czegoś co nie ma sensu. Niestety nam samym trudno jest to dostrzec, bo jesteśmy otumanieni takim napojem, zatruwającym co się da. Nie ma co się spinać, będzie jeszcze tyle okazji i na wszystko przyjdzie odpowiedni czas. Wystarczy poczekać. Pod koniec marca zamierzam zaopatrzyć się w Szosówkę i zrobić kilometry. Pod koniec marca przyjedzie E. Będzie powód przejechać się na rowerze. 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s