Ciągle stres. Denerwowanie się. Ciężko mi to już wytrzymać. Atmosfera taka, że chce się uciec. Nie mam już na to siły. Czuje tylko złość i bezsilność bo widzę że moja dają tyle samo co zawsze. Czyli nic. Znowu krzyczę. Wściekam się. Kiedy mnie to dopada mam ochotę coś rozwalić. Kopnąć ten cały świat, niech spada i samemu uciec daleko. Wiem już dlaczego mam takie wiecznie zimne dłonie. Za dużo emocji. Albo za mało żelaza, no i może być też anemia. Znowu boli mnie wątroba. Uspokoiłem się ale to się zdarza coraz częściej. Dlatego oprócz bycia samemu tak lubię szkołę. Jakby nie nudziła, jakby dużo pracy nie było i tak czuję się tam lepiej. Ludzie z którymi mogę porozmawiać, klimat, ja sam nieco inny bardziej wyluzowany bez stresu bez sztuczności. Trochę temu brakuje do siedzenia na łóżku pod oknem na przeciw szafy z lustrem, miejsca w którym czuje się najlepiej, gdzie zapominam o wszystkich złych rzeczach i oddaje się tylko tamtej chwili. Może dlatego, że ostatnio tak rzadko tam bywam, jest takie wyjątkowe. Od paru godzin czuję tylko jeden zapach. Zapach szczęścia, które wielkie siedzi sobie w mojej kieszeni. Żeby się nim nacieszyć muszę poczekać do piątku, ale już teraz czuję się dobrze kiedy o tym myślę. Wczułem się w klimat. O matko jak pachnie. Świeża dwójka. Świeżutka. Dobra już mi lepiej. Kupię sobie jakieś fajne rękawiczki i będzie mi ciepło. Już nawet się nie wkurzam na autokorektę podczas pisania tego. Idę pod ciepły prysznic.
God damn!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s